Kategorie: Wszystkie | - - brak - -
RSS
niedziela, 22 kwietnia 2007
PRZEOBRAŹNIA

Jest super. Skasowałam sobie z komputera ( chciałam napisać z krajobrazu) swój licencjat. Przedwczoraj zamknęłam w mieszkaniu swoje klucze, a obydwie wspóllokatorki wyjechały. Lecę we wtorek na dwa tygodnie do Irlandii ( na ślub takich dwóch motocyklowych grzybów). Mamy 50 euro na trzy osoby, z wielkim trudem uzbierane. Jest dużo planów: H. (!), Placebo na Torwarze, Heineken w Gdyni, Święto Junaka, Krym. I to wszystko się zdarzyć musi, i się zdarzy. Jest super.

Wczoraj rozmawialiśmy z H. przez telefon w nocy. Ziewnęłam, dość  przeciągle, głośno to artykulując, a H. zapytał się: ,,Marta, czy ty się w coś przeobrażasz?". No i teraz mam ksywe Tofik ( odniesienie do skeczu ani mru mru). Czeka mnie również czynny napad z użyciem czosnku, kołka na wampiry i święconej wody w najbliższej przyszłości. Mam dużą siłę przeobraźni.

Byle do wtorku!

środa, 11 kwietnia 2007
WEJŚCIE KOSZTUJE ROZUM

,,Niestety jest ze mną tak, że źle znoszę uczucie zadowolenia, szybko staje mi się ono nienawistne i wstrętne i pełen rozpaczy muszę szukać innych temperatur, o ile to możliwe, w rozkoszy, a w razie konieczności – również i w cierpieniu. Jeśli przez jakiś czas nie doznałem ani rozkoszy, ani bólu i oddychałem letnią, mdłą i znośną atmosferą tak zwanych dobrych dni, wtedy dziecinną moją duszę ogarnia tak ogromny smutek i taka żałość, że zardzewiałą lirę wdzięczności ciskam sennemu bożkowi zadowolenia w sytą twarz, wolę bowiem czuć w sobie prawdziwie diabelny ból niż zdrową temperaturę pokojową. Wtedy rozpala się we mnie dzika żądza mocnych wrażeń, żądza sensacji, wściekłość na wymuskane, płaskie, unormowane i wysterylizowane życie i obłędna chęć zniszczenia czegoś, na przykład domu towarowego albo katedry, albo samego siebie; chciałbym wtedy popełniać jakieś zuchwałe głupstwa, zedrzeć peruki paru czczonym bożyszczom, zaopatrzyć paru zbuntowanych sztubaków w wymarzony bilet do Hamburga, uwieść małą dziewczynkę lub skręcić kark kilku przedstawicielom mieszczańskiego ładu. gdyż przede wszystkim nienawidziłem, brzydziłem się i przeklinałem zadowolenie, zdrowie, wygodnictwo, ten wypielęgnowany optymizm burżuja, tę tłustą, prosperującą hodowlę wszystkiego co mierne, normalne, przeciętne.” Hesse, Wilk stepowy, strona któraś tam.

No właśnie. Idę skręcić kark kilku przedstawicielom mieszczańkiego ładu. Nie mam nic do ukrycia - nie jestem prawdziwa.

niedziela, 01 kwietnia 2007
NIE MAM DRZWI.

Refleksja po wiecu w obronie kobiet na pl. konstytucji. Mama mojej koleżanki dokonała trzech aborcji przed jej urodzeniem. Bo była za młoda, bo rodzice, bo bóg, bo nie miała ślubu, bo margines społeczny, bo guma to grzech. Babcia innej koleżanki była aniołem i szczęśliwie przeżyła ze swym mężem całe życie. On chodził na kurwy, gdy ona ,,zajmowała się domem", bo chłop przecież musi, z jedną dziurą nawet kot... A gdy umarł, ona też z żalu umarła. Moja babcia nie wierzy w boga. Wierzy w radio maryja i święte embriony. Moja wspóllokatorka nie może mieć dzieci. Będzie kolekcjonować pesele nienarodzonych obywateli polskich, jeśli zdecyduje leczyć się metodą in vitro.

_________________________________________________________________

- To ja. Wpuść mnie.

- Nie mam drzwi.

(Szymborska)

Tak mniej więcej przedstawia się krajobraz po emocjonalnej bitwie między mną a H. Wciąż jednak wierzę, w ten dziwoląg między nami, że ocalejemy i rozbłyśniemy aureolą ( Janerka).

środa, 21 marca 2007
ODCISKI OD TYCH PAPIEROSÓW

Papierosy przyrosły mi do ręki. Uświadomiłam sobie ten cokolwiek dziwny fakt, w momencie, gdu wbiłam w klawiaturę od komputera żarzącą się fajkę. Świetlicki śpiewa ,,odciski mu się robią na ustach od tych papierosów". ,,Dlaczegoż by nie miały mu się robić odciski?".

piątek, 09 marca 2007

Trzeźwa jak świnia.

Pijana jak świnia.

Czytam Hegla po pijaku, bo choć po razy n-ty, to zrozumieć nie mogę. I cieszę się niezmiernie, bo H. kupił dziś jakąś SHL-kę z myślą o mnie. Żeby mnie porwać. Cieszę się jak zwariowany wariat.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22